Kolejka 21

Łańcut- Orzeł

Stal Łańcut – TECHFORM Orzeł Wólka Niedźwiedzka 2:1 (0:1)

bramka 8′ Piotr Smycz
bramka 86′ Gospodarze
bramka 90+4′ Gospodarze

Skład: B. Kutyła – P. Kuduk, P. Smycz,  T. Szwaja, D. Bałut – M. Serafin, M. Krasoń, A. Szylar, M. Rzeszutek , M. Mokrzycki  (90′ M. Chorzępa)– A. Bałut(81′ W. Śliż)

Opis w rozwinięciu.

Jak większość z Was ja również potrzebowałem więcej czasu, żeby ochłonąć po wczorajszym meczu, dlatego opis dodaję dopiero dzisiaj. Godziny które upłynęły od ostatniego gwizdka w Łańcucie sprawiły, że morale systematycznie rosną. Mimo wczorajszej porażki to w dalszym ciągu my rozdajemy karty w wyścigu o V ligę i to przeciwnicy są w gorszym położeniu, a gra jaką zaprezentowaliśmy na boisku ekipy budowanej w zupełnie inny sposób jak powstała nasza napawa optymizmem. Jestem przekonany, że drużynę, którą wszyscy tworzymy stać na wiele co jeszcze zdążymy udowodnić w ostatnich kolejkach trwającego sezonu.

Orzeł mecz ze Stalą rozpoczną bardzo dobrze. Od pierwszych minut to my sprawialiśmy lepsze wrażenie. Optyczną przewagę udokumentowaliśmy w 8 minucie po celnej główce Piotrka Smycza po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Po kolejnych dwóch powinniśmy prowadzić 0:2, lecz niestety Mateusz Rzeszutek przegrał pojedynek „jeden na jednego” z golkiperem miejscowych. Po kwadransie gry kolejną znakomitą szansą na podwyższenie prowadzenie nie wykorzystali zielono – brązowi. Na 10-tym metrze od bramki rywala pozostawiony bez opieki obrońców Stali znalazł się Michał Mokrzycki. Niestety również jego uderzenie po raz kolejny broni bramkarz z Łańcuta, chroniąc swój zespół przed utratą gola. Po tym mocnym starcie Orła gra się nieco wyrównała i toczyła się głównie w środku pola. W 28 minucie wczorajszego pojedynku Tomasz Szwaja przegrał walkę „bark w bark” z napastnikiem gospodarzy po czym go faulował, a arbiter główny wskazał na wapno, ponieważ przewinienie miało miejsce w naszym polu karny. Do futbolówki ustawionej na jedenastym metrze podszedł doświadczony Karwat, jednak jego strzał obronił Bartek Kutyła i w dalszym ciągu Orzeł prowadził 0:1. Odpowiedź naszego zespołu była natychmiastowa. Arek Szylar ładnie szarpną lewym skrzydłem i w pełnym biegu wpadł w pole karne rywala, niestety jego podanie ostatecznie nie dotarło do adresata. Na trzy minuty przed końcem pierwszej odsłony łańcucianie mięli znakomitą sytuację do wyrównania. Po dośrodkowaniu w prawej strony boiska z piłką minęło się dwóch naszych defensorów, co sprawiło, że „sam na sam” z B. Kutyłą znalazł się Frączek. Na nasze szczęście napastnik Stali huknął mocno, ale piłka zamiast w siatce wylądował na poprzeczce naszej bramki i wróciła daleko w pole gry. Chwilę później sędzia zakończył pierwszą część wczorajszych zmagań.

Po zmianie stron tempo gry nieco spadło. Orzeł mając przewagę jednego gola cofną się bardziej do defensywy i liczył na szybkie kontry. W zespole gospodarzy dobre zawody rozgrywał kapitan Stali Frączek, który była bardzo aktywny w ataku, oraz Kawa przez którego przechodziły niemal wszystkie ofensywne akcje miejscowych. W 62 minucie meczu mogło być niemal po meczu. Mateusz Serafin minął trzech(!) obrońców Stali i znalazł się „oko w oko” z bramkarzem rywala. Dobrze rozgrzany w pierwszej części pojedynku Michał Inglot broni strzał naszego pomocnika, lecz po jego interwencji piłka trafia do Arka Bałuta, który będąc na 6 metrze od pustej bramki łańcucian nieczysto trafił w piłkę, która ostatecznie opuściła linie końcową boiska i Łańcut wznowił grę z piątego metra. Kilka chwil później bliski szczęścia w naszym zespole był Arek Szylar, jednak futbolówka po jego strzale z rzutu wolnego trafił tylko w poprzeczkę bramki Stali. W 78 minucie sędzia główny wczorajszego spotkania odgwizdał drugiego karnego dla rywala. O ile przy pierwszym karnym przewinienie było ewidentne, to drugie było bardzo, bardzo naciągane. Tym razem wykonawcą rzutu karnego był wspominany wcześniej Frączek, a i tak efekt był taki sam jak po strzale Karwata, czyli kolejna obroniona jedenastka przez B. Kutyłę. Można tu śmiało napisać, że „oliwa sprawiedliwa”. Czas mijał, Stal bezskutecznie atakował, Orzeł odgryzał się groźnymi kontratakami. Wydawało się, że zwycięstwo zielono – brązowych jest bardzo blisko. Niestety w 86 minucie padł gol wyrównujący. Autorem bramki na 1:1 był Frączek, który tym samym zrehabilitował się za wcześniej niewykorzystanego karnego i po strzale głową wpakował piłkę do naszej bramki. W 90 minucie z boiska za faul bez piłki wyleciał Mateusz Serafin, a  4 minuty później stało się coś co jeszcze kilka chwil wcześniej wydawało się niemożliwe. Łańcucka Stal po zamieszaniu w naszym polu karnym strzeliła gola na 2:1. Strzelcem gola, który jak się ostatecznie okazał dał 3 punkty miejscowym był Ł. Doroba.

Mecz na szczycie A klasy na pewno nie zawiódł. Były gole, niewykorzystane jedenastki, czerwona karta i przy tym wszystkim mnóstwo innych emocji. Nas oczywiście smuci fakt, że 3 oczka zostały w Łańcucie, ale jednocześnie chciałbym teraz przekazać wszystkim zawodnikom Orła wielkie podziękowania za postawę jaką zaprezentowali we wczorajszym meczu. Pokazaliście kawał dobrego futbolu na tle drużyny z ponad 18-to tysięcznego miasta. Każdy kibic Orła, który gościł wczoraj w Łańcucie to widział i to docenia. Taka jest już piłka, żeby ktoś wygrał, ktoś musi przegrać i za to właśnie ją tak kochamy. Wkrótce karta szczęścia się odwróci!!!

Statystyki Flag Counter by Stats4U Show Stats for this Counter